Jak nie dać się oszukać w obszarze kryptowalutowym?

Kryptowaluty i związane z nimi udogodnienia spowodowały, że życie niektórych ludzi znacznie się uprościło. Osoby związane z branżą IT mogą w szybki sposób zdobyć fundusze na swoje pomysły i bez zbędnych formalności pozyskać znaczne grono inwestorów z całego świata.

Realizowanie śmiałych marzeń stało się faktem. Wizjonerzy mogą ryzykowne pomysły regulować poprzez kod programistyczny, który w sposób ekonomicznie przystępny i bez niepewności znanej z regulacji prawnych, pozwoli stworzyć zaufane platformy. Dzięki takim platformom ludzie z całego globu ocenią wizjonerskie idee i ewentualnie przystąpią do realizacji ciekawych inicjatyw.

Z kolei dla inwestorów realizowanie transakcji jeszcze nigdy nie było tak szybkie i proste. Nie dziwi więc, że osoby, których jedynym marzeniem jest zasmakować luksusu i bogactwa kosztem innych, są również zainteresowane tokenami działającymi dzięki kryptografii.

Kryptowaluta lepsza od innych!

Skąd fenomen kryptowalut? Przede wszystkim to pewnego rodzaju nowa wolność. Jak zauważa Andreas Antonopoulos, są dwie grupy generujące problemy w realizowaniu swobodnych transakcji – rządzący i przestępcy.

Oczywiście kwestia ominięcia organów państwowych może być kontrowersyjna, ale warto pamiętać, że nie wszędzie na świecie demokracja i wolność są czymś oczywistym.

Kryptowaluty są bytem ponadnarodowym, co pozwala na realizację transgranicznych transakcji. Można swobodnie dokonać wpłaty lub wypłaty, pomijając pośredników na przykład przy zakupie towaru, usługi lub treści cyfrowej.

Walory takiego cyfrowego pieniądza są naprawdę znaczące. Nie dziwi więc, że liczba osób, które chciały partycypować w kolejnym etapie rewolucji, spowodowała, że cena jednego bitcoina – pierwszej kryptowaluty – cały czas rosła.

Wraz ze zmianami cen spowodowanymi różnymi sytuacjami na rynku, pojawiła się rzesza osób, które często tylko przez czyste zainteresowanie nową technologią i ciekawość stały się milionerami lub poważnymi przedsiębiorcami. Sprawa ich łatwego sukcesu zaczęła mącić w głowie wielu ludziom, którzy chcieli powtórzyć ich sukces. Tylko że inwestowanie w bitcoiny nie jest już tak spektakularnie opłacalne, a śledzenie nowych kryptowalut powstających jak grzyby po deszczu wymaga poświęcenia swojego czasu i energii na analizowanie inwestycji, co nie jest już tak atrakcyjne.

Stworzyć kryptowalutę jest bardzo łatwo – tylko po co? Przeważnie nowe kryptowaluty wnoszą coś innego i są projektami powstającymi między programistami zrzeszonymi na różnych forach w sieci lub komunikatorach.

Na przykład Ethereum to system, który oprócz kryptowaluty ether oferuje EVM (Ethereum Virtual Machine), czyli możliwość programowania w blokach dzięki rozproszonej wirtualnej maszynie w języku programistycznym Solidity.

Z kolei Monero to system ze zwiększoną prywatnością transakcji. Przed powstaniem, każdy przyszły emitent tworzy też specjalny zarys projektu dla nowych użytkowników lub inwestorów – określaną mianem white paper [białej księgi – przyp. red.]. Jeżeli ten dokument jest napisany źle lub po prostu wydaje się mało realny do zrealizowania, to od razu możemy odstąpić od inwestycji, wiedząc, że istnieje duże ryzyko, a wartość tokena prawdopodobnie spadnie do zera.

Od garnków po kryptowaluty

Tylko kwestią czasu było zrozumienie przez oszustów zasad tej nowej gry – wykorzystać popularnego bitcoina, jako przykład na szybkie wzbogacenie się i zaproponować swoje rozwiązanie, z całą marketingową otoczką, która powodować będzie, że nikt nie będzie weryfikował projektu od strony merytorycznej. To znaczy, nikt nie będzie zastanawiał się nad realnością postawionych w dokumencie white paper celów i założeń.

Dobrze też, żeby pozbycie się jednostek rozliczeniowych (coinów czy tokenów) było na tyle trudne, żeby związani z projektem inwestorzy z uporem maniaka dalej finansowali projekt, mimo wyraźnych sygnałów, że to oszustwo.

Rys. 1: Sprawa SEC vs. Stollaire

Mamy więc klasyczny chwyt znany z afery „Amber Gold”. Obietnice szybkich zysków i małego nakładu pracy oraz agresywny marketing w postaci widowiskowych spotkań ze stołami uginającymi się pod naporem jedzenia i picia. Ten ostatni aspekt znany jest ze sprzedaży dóbr oferowanych przez naciągaczy, którzy pod przykrywką konkursów i innych losowań oferują nam kupno towarów po zawyżonych cenach.

Najważniejsze dla oszustów to podpisać umowę i nie pozwolić zapoznać się z jej treścią konsumentowi. Podobnie działa to w świecie kryptowalut, które jeszcze nie zostały wyemitowane. Nie kłaść nacisku na dokument white paper. Związać konsumenta z organizatorami emisji kryptowaluty bez znajomości jej aspektów technologicznych. I tak pojawia się pierwsza nieznana w świecie tradycyjnych kryptowalut usługa w tej branży – pakiety. Nie kupujesz jednostek danej kryptowaluty, ale cały pakiet korzyści.

Żeby wszystko jeszcze bardziej nakręcić, tworzy się tak zwany MLM – multi-level marketng. W jego ramach sprzedawca wciąga do organizacji kolejne osoby, które wciągają następne osoby. Kontynuowanie polityki pozyskiwania kolejnych inwestorów to zwiększenie potencjalnych zysków dla inicjatora.

Pozostając w kręgu pojęć z branży IT, można tę relację przybliżyć graficznie do drzewa binarnego. Z kolei od strony kryminologicznej można to rozrysować w formie piramidy, bo i wariacją tak zwanej piramidy finansowej w wielu systemach prawnych jest właśnie tego typu struktura. Upraszczając to do znanych w naszym kodeksie karnym przestępstw – jest to po prostu oszustwo.

Być jak Carlo Ponzi

Oczywiście piramidy finansowe istniały jeszcze przed powstaniem tak zwanych naganiaczy, czyli ludzi, którzy organizują spotkania, w ramach których zachęcają do kupowania pakietów oraz wciągania w biznes innych znajomych inwestora.

Przeważnie piramidy finansowe w świecie kryptowalut były zabawami organizowanymi przez samych użytkowników, którzy traktowali to jako pewną formę hazardu.

Jeszcze w 2014 roku pod adresem bitcoinpyramid.com istniała prosta strona WWW, która zachęcała do zabawy w tego typu „ryzykownej” grze.

Oczywiście nie brakowało poważnych przestępstw, takich jak Bitcoin Savings & Trust prowadzonego przez Trentona Shaversa (pseudonim pirateat40), który nakłonił swoich klientów na przekazanie mu ponad 720 000 bitcoinów w inwestycję, która miała generować wzrost ich krypto majątku, aż o 7% tygodniowo.

W 2014 roku, kiedy wydany został wyrok, kwota, na którą Shavers oszukał swoich klientów, przewyższała 154 miliony dolarów i stawiała jego przestępczy proceder na drugim miejscu pod względem poczynionych szkód zaraz za sprawą upadku platformy Mt.Gox.

Shavers oprócz więzienia musiał zapłacić też 40,7 milionów dolarów. Sędzia uznał go za oszusta, a wyrok na pewno pomógł poszkodowanym, którzy pozwali go też na drodze cywilnej. Warto dodać, że historia ta zyskała rozgłos dzięki stwierdzeniu sędziego, że bitcoiny w tej sprawie należy traktować jak pieniądz. Obrońca Shaversa starał się bowiem literalnie podejść do przepisów, które stosowały nazwę „pieniądz” i w ten sposób dowieść, że danej normy nie da się w tym przypadku zastosować.

Analogia do Carla Ponziego jest tutaj bardzo dobrze widoczna. Shavers niczym Carlo Ponzi – nie miał zamiaru wcale działać na rzecz swoich klientów, a jedynie szybko i łatwo się wzbogacić. Obydwoje oparli swój plan pomnażania zysków klientów na różnicach cen. Ponzi nie znał rzecz jasna kryptowalut, więc działał w oparciu o znaczki. Shavers wybrał bitcoina.

Mimo że historia rozwoju branży kryptowalut, jak i znaczków oraz tokenów dostarcza nam mnóstwo takich przykładów, podobnych entuzjastów schematu Ponziego nie brakuje.

Jeszcze niedawno 33-letni Tobiasz O. działający pod firmą „Crypto Academy” został zatrzymany w związku z podobnymi działaniami. Nie udało mu się prześcignąć Shaversa, bo zgromadził „zaledwie” 200 bitcoinów, ale w momencie zatrzymania go przez policję cena za jednego bitcoina wynosiła ok. 27 000 złotych. Ofertę pomnożenia środków proponował osobom, w których wzbudził zaufanie poprzez prowadzone szkolenia. Oferował im nawet 180% zysku – w zależności od czasu, na jaki poszkodowani powierzyli mu bitcoiny.

Rys. 2: Profil Tobiasza O. – w ramach uśpienia czujności inwestorów wrzucał zrzutu ekranu kolejnych inicjatyw – między innymi tworzenia tokena

Nie zawsze token płatniczy i konieczna edukacja

Proceder działania takich oszustów jest już znany organom państwowym. 18-go grudnia 2017 roku polski UOKiK ostrzegał przed kilkoma spółkami, które na rynku kryptowalut znane są w związku ze sprzedażą „pakietów”.

Jednym z tego typu przedsiębiorstw jest Netleaders, CL Singapore w Singapurze. Ich projekt kryptowaluty DasCoin [niedawno projekt przeszedł re-branding i teraz nazywa się GreenPower (GRN) – przyp. red.] spotkał się nie tylko z ostrą krytyką ze strony środowiska zajmującego się obracaniem i handlowaniem tokenami, ale również konkretnymi krokami prawnymi.

Fundacja Trading Jam złożyła zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, a CBŚ po wszczęciu śledztwa zabezpieczyło w szybkim tempie 44 miliony złotych na koncie jednej ze spółek związanych z kryptowalutą DasCoin.

Nie jest też tak, że ów projekt ma problemy tylko w Polsce. Podczas operacji NASAA (zrzeszenie regionalnych nadzorców finansowych) pod kryptonimem „CRYPTO SWEEP” w Stanach Zjednoczonych również pojawia się kyptowaluta DasCoin.

Akcja była szeroko zakrojonym działaniem, w którym wzięło udział 40 stanów USA i część regionów Kanady. Jej bilans to szereg działań w celu wyegzekwowania prawa i 70 otwartych śledztw. Jak przyznał Joseph Borg, dyrektor NASAA – to tylko wierzchołek góry lodowej.

Dzisiaj bowiem prawdziwym wyzwaniem stają się tokeny inne niż płatnicze, emitowane w ramach tak zwanego Initial Coin Offering. To specjalnie regulowane kodem programistycznym na łańcuchu Ethereum zbiórki środków realizowane za pomocą emisji żetonów dla inwestorów.

Większość tego typu projektów uruchomionych w 2017 roku to oszustwa, a liczba ICO każdego roku wzrasta. Amerykański nadzorca finansowy SEC stworzył nawet specjalną stronę HoweyCoins, która ma kusić Amerykanów do inwestycji w oszustwo.

Końcem procesu zakupu tokenów jest przekierowanie na stronę, na której specjaliści rozpisują wszystkie zagrożenia związane z oszustwem za pomocą czerwonych flag.

Rys. 3: Strona investor.gov na która przenosi nas ostatni krok inwestycji w HoweyCoins

Pomysł edukacyjny zorganizowany przez SEC może faktycznie pomoże przeciętnemu Kowalskiemu ocenić, co jest, a co nie jest dobrą inwestycją we wspaniałym i fascynującym świecie kryptowalut. Na chwilę obecną niewiele jest prac na ten temat w języku polskim. O czerwonych flagach wspominała Daria Gaca podczas „I Love Crypto” w Warszawie. Określiła je mianem subiektywnych sygnałów ostrzegawczych, które powinny spowodować, że potencjalny inwestor zastanowi się przed pewną inwestycją dwa razy. Więcej o czerwonych flagach pisze kryminalistyk z Opola – Rafał Wielki. Jego pracę na ten temat można znaleźć w prawniczych bazach danych. Bardzo upraszczając można uznać, że czerwone flagi pozwalają nam zerwać z rutyną – za ich pomocą zaznaczymy wszystko, co nam się nie zgadza. Jeżeli wątpliwości nie uda się nam wyeliminować albo pojawi się ich więcej np. po przejrzeniu profilu emitenta pewnego tokena, to należy zwiększyć ostrożność, a nawet wyjść z projektu. Lepiej bowiem zarobić mniej niż zostać z niczym.

Rys. 4: Wybrane oszustwa w branży kryptowalut

Rafał Prabucki – Entuzjasta technologii blockchain i redaktor działu prawnego serwisu Cyfrowa Ekonomia. Współautor książki „Kryptowaluty. Perspektywa kryminologiczna i kryminalistyczna”. Współpracownik Centrum Prawnych Problemów Techniki i Nowych Technologii. Doktorant na Uniwersytecie Opolskim oraz pracownik dydaktyczny na Wydziale Prawa i Administracji UO.