Tether rakiem kryptowalut

Gdy podejmowałem z magazynem I Love Crypto rozmowy dotyczące stałej współpracy z zakresu objęcia rubryki i przygotowywania serii felietonów, bitcoin (BTC), a także cały rynek krypto, były w permanentnym stanie bicia rekordów wycen. Wielu z moich znajomych realizowało zyski, sprytnie wykorzystując ogólny trend wzrostów, a także prowadząc badania potencjału za pomocą różnych narzędzi – od analizy technicznej zaczynając, przez grupy “sygnałowe”, aż po twitterowe plotki generowane przez Johna McAfeego włącznie. Handel kwitł na potęgę. Giełdy zwiększały wolumeny, a wśród nich na światowego lidera wyrósł Binance. Mieliśmy hossę, a statystycznie najwięcej dawały zarobić dynamicznie zmieniające swą wycenę altcoiny, choć i pierwsza liga kryptowalut nie zawodziła.

Dynamiczna sytuacja wymagała sprawnych narzędzi. Niestety wybrane przez inwestorów punkty wyjścia z inwestycji nie mogły być realizowane sprawnie. Głównym powodem był w wielu przypadkach brak możliwości szybkiej konwersji kapitału na waluty narodowe, a w przypadku, gdy giełdy oferowały taką możliwość – utrudniona, powolna i droga realizacja szybkiej wypłaty w postaci bankowego przelewu międzynarodowego. Brak płynności był wymierną przeszkodą.

Rola stabilnych coinów

Bezsprzeczną zaletą koncepcji stablecoina, czyli tokena powiązanego formalnie „na sztywno” ze wskazaną walutą fiducjarną, jest usprawnienie handlu na rynkach kryptowalutowych. Możliwość błyskawicznej konwersji środków do bezpiecznej cenowo przystani jest jednym z fundamentów prowadzenia konsekwentnej polityki spekulacyjnej. Tak, świadomie użyłem słowa spekulacja, które, mimo że w języku polskim ma negatywną konotację, w krajach anglosaskich jest rozumiane bardziej jako “trading”, czyli operowanie akty- wami w celu osiągnięcia zysku – tak też przy tej okazji propo- nuję to słowo interpretować i rozumieć. Wracając zaś do roli coinów stabilnych, to oprócz “ochrony” kapitału, ich prawdopodobnie najważniejszą funkcją jest podniesienie płynności rynku. I nie mam wątpliwości, że takie instrumenty są potrzebne – natomiast jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

Zatem gdzie można „zaparkować” zyski, czekając na kolejną okazję do inwestycji w cyfrowaluty? Z rozwiązaniem tego problemu pośpieszyli twórcy tak zwanych stablecoinów, czyli tokenów, które z założenia mają mieć wycenę sztywno powiązaną z wybraną walutą fiducjarną, na przykład dolarem amerykańskim. Jak podaje coinpaprika.com, w tej chwili na rynku notowane jest kilkanaście projektów spełniających, a właściwie obiecujących spełnianie tego kryterium. Należą do nich m.in.: Tether (USDT), USD Coin (USDC), Paxos Standard (PAX), Binance USD (BUSD), TrueUSD (TUSD) czy Dai (DAI).

Problem polega na tym, że właściwie każdy z nas może wygenerować sobie swój własny token i oświadczyć, że na pierwsze żądanie posiadacza wymieni go w stosunku jeden do jeden na przykład na polskie złotówki. Nie ma przecież przeciwwskazań do tego, aby nawet posiadacze personalnych tokenów ogłosili w przypływie entuzjazmu, że od dziś wymieniają swój token na jedną złotówkę po kursie jeden do jeden. Jednak poza deklaracjami należy mieć również zabezpieczony kapitał (nie mówiąc już o strukturach prawnych), aby zrealizować swoje zobowiązanie w momencie, gdy rynek powie “sprawdzam”… No i z tym niestety jest największy problem, do czego jeszcze wrócimy za moment. Oczywiście istnieją, na razie w formie inicjatyw, propozycje – jak chociażby pomysł Union Bank AG, banku z Liechtensteinu, który wspominał o tym, żeby wyemitować token z pokryciem we frankach Szwajcarskich1 czy chociażby „zabity” jakiś czas temu (co zaskoczyło nawet byłą już wtedy minister cyfryzacji – Annę Streżyńską2) przez Polskie Ministerstwo Cyfryzacji zaawansowany projekt ztokenizowanej złotówki, zwany dPLN.

Kontrowersje wokół Tethera (USDT)

Analizując zagadnienia związane ze stabilnymi tokenami skupię się jednak na największym w tej chwili projekcie, czyli Tether (USDT), za którym stoją osoby odpowiedzialne także za giełdę Bitfinex. Trzy lata temu, kiedy USDT pojawił się na rynku, liczba tokenów wymienialnych na amerykańskie dolary wynosiła 50 milionów USD. Na początku grudnia 2018 „dodrukowano” jednak Tetherów na sumaryczną kwotę 820 milionów dolarów. Zaś w szczycie wyceny bitcoina (BTC), również w grudniu 2017, tokeny te reprezentowały już wartość 1,1 miliarda USD. Ale to nie koniec tej historii – miesiąc później, na koniec stycznia 2018, Tetherów było już 2,2 miliardy!

Kapitalizacja i wolumen USDT na przestrzeni ostatnich lat (źródło: coinpaprika.com)

Oczywiście istnieje domniemanie, że token ten ma jednak pełne pokrycie wartości w walutach fiducjarnych, publikowane są sprawozdania finansowe, istnieje nawet strona wallet.tether.to/transparency raportująca stany kont depozytowych stojących za USDT, natomiast z dziwnych powodów żaden światowej klasy audytor finansowy nie miał do tej pory ochoty podpisać się pod tymi zestawieniami, co powinno wzbudzić wystarczające obawy inwestorów. Nie ma nawet zapowiedzi takiego audytu, który w jakikolwiek sposób uwiarygodniłby deklaracje twórców Tethera USDT.

W tej sprawie również występuje polski wątek. W ubiegłym roku Bitfinex/Tether szukał wsparcia we współpracy z Crypto Capital Group – prywatną firmą zarejestrowaną w Panamie, której prezesem jest Kanadyjczyk Ivan Manuel Milina Lee. Crypto Capital prowadziła rachunki w Banku Spółdzielczym w Skierniewicach, gdzie prowadzone były również rachunki rozliczane w Euro dla Bitfinexa. W marcu 2018 roku polska prokuratura nakazała zajęcie 400 milionów euro (!) zgromadzonych na wyżej wymienionych kontach bankowych3. Domniemywa się, że zdeponowane środki pochodziły nie tylko z działalności kryptowalutowej, ale także działalności przestępczej. Co ciekawe, zajęcie tych pieniędzy pół roku temu nie miało widocznego wpływu ani na działanie wyżej wymienionej giełdy ani też na funkcjonowanie i powszechną akceptację tokena Tether USDT(!).

To tylko jedna z historii (bo boję się użyć słowa “ciekawostek”) stojących za głównym “stabilnym” coinem, będącym obecnie filarem płynności rynku kryptowalutowego na świecie. Jeżeli w ogóle można przejść do porządku dziennego nad tym stanem, to warto zastanowić się także nad innymi, możliwymi konsekwencjami obecnej sytuacji.

Potencjalne skutki

  • Spontaniczne “dodruki” Tethera USDT zaburzają naszą wiedzę o kapitalizacji rynku krypto – nie wiemy tak naprawdę, ile pieniędzy zostało zainwestowane w rynek, a ile zakupów zostało opłaconych nie mającym prawdopodobnie żadnego pokrycia tokenem.
  • Twórcy Tethera USDT są bez wątpienia genialni. Sprawili, że świat uwierzył w ich obietnice pokrycia tokena dolarami i euro. Można domniemywać, że brak audytu nie jest dowodem na przekręt, natomiast należy być szczególnie ostrożnym, nawet w sytuacji, gdy nie posiadamy żadnych wartości zgromadzonych w tetherach. Wcielając się w adwokata diabła, można przypuszczać, że stojący za Tetherem ludzie lub organizacje za bezcen skupują (a wolałbym raczej napisać – przejmują) kryptowaluty wysokiej jakości, jak chociażby bitcoin (BTC) czy ethery (ETH), będące, jakby na to nie patrzeć, ikonami rozwoju całej branży.
  • Niekontrolowany dodruk Tetherów generuje prawdopodobnie niczym niepokryty popyt, który prowadzi poprzez proste mechanizmy rynkowe do pompowania rynku, czyli tak naprawdę mamy do czynienia ze sprytnym narzędziem sterowania ceną.
  • Odrobina teorii spiskowej, czyli taki mały wątek polityczny. Nie pierwszy raz w historii okazuje się, że walka ekonomiczna jest skuteczniejsza od nawet najbardziej brutalnej walki militarnej. Przykłady z ostatnich tygodni dotyczące destabilizacji tureckiego lira mówią same za siebie. Przyjmijmy na chwilę, że istnieje taka organizacja, rząd lub grupa traderów, które nie posiadają zasobów informatycznych, aby zaburzyć zapisy rejestru rozproszonego bitcoina (atak 51%) oraz innych, silnie zabezpieczonych kryptograficznie blockchainów, ale chciałyby podjąć się zadania destabilizacji tego rynku dla celów ekonomicznych lub politycznych, zyskując chociażby na równoczesnym obstawieniu opcji na spadek kursu. Jeżeli takie siły stoją za tajemniczym Tether USDT, to instrument ten moim zdaniem spełnia wszelkie kryteria, aby być narzędziem nadającym się do ekonomicznego ataku na raczkujący jeszcze przecież rynek kryptowalut i posiada potencjał natychmiastowego zniszczenie powoli budowanego zaufania, powodując w konsekwencji tragedie wielu nieświadomych zagrożenia inwestorów.

W książce Kryptowaluty, którą napisałem ze Szczepanem
Bentynem, ostrzegamy, że

przechowywanie środków na giełdach jest objęte ogromnym ryzykiem i jest to proszenie się o problemy.

Przechowywanie zaś środków w Tether USDT to ryzyko do potęgi. Tether USDT w obecnej formie prawnej to kalekie rozwiązanie, wielki nowotwór, który ma wszelkie predyspozycje do wywołania gigantycznego kryzysu na rynku krypto. Mówię tu o nadejściu „zimy”, o jakiej się nam nie śniło od czasu upadku giełdy MtGox. Cytując modernconsensus.com: „Tether USDT może stać się ENRON-em kryptowalut.”4

Artykuł pochodzi z drugiego numeru magazynu I Love Crypto wydanego w październiku 2018 r.

Michał Grzybkowski – entuzjasta technologii internetowych, autor, mówca. Założyciel największego centrum przetwarzania danych w Polsce – firmy Beyond.pl, założyciel serwisu coinpaprika.com a także współzałożyciel i inwestor w firmach związanych z nowymi technologiami: Gamerhash.com oraz GoldenSubmarine. Absolwent Oxford Blockchain Strategy Programme (2018). Studiował biznes elektroniczny pod kierunkiem prof. Wojciecha Cellarego na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Następnie, podczas studiów doktoranckich, pod kierunkiem prof. Waldemara Frąckowiaka, prowadził badania doktoranckie w zakresie ładu korporacyjnego w Katedrze Inwestycji i Rynków Kapitałowych, na tym samym Uniwersytecie. W latach 2005-2006 realizował indywidualny program badań doktoranckich na University of Oxford. Jest laureatem drugiej edycji prestiżowego stypendium imienia Lesława A. Pagi. Od 2014 roku bierze aktywny udział w projektach związanych z kryptowalutami oraz blockchain.